Trojaczki z Tarnowa. Znamy finał historii – rodzice się zastanawiali
Trojaczki z Tarnowa. Znamy finał historii – rodzice się zastanawiali Fot. 123 rf/zdjęcie poglądowe/Radio RDN
Reklama.

Trojaczki z Tarnowa – znamy finał historii

O trojaczkach z Tarnowa pisaliśmy już w TopNewsach dwukrotnie. Ich historia rozpoczęła dyskusję o procedurach adopcyjnych w Polsce. Ludzie udostępniali dalej informację z nadzieją, że znajdzie się ktoś, kto będzie chciał zaadoptować trójkę dzieci na raz.

Chłopcy przyszli na świat na początku roku w szpitalu w Tarnowie. Porzuciła ich tam matka. Potem okazało się, że ojciec dziecka również był znany i dzieci czasowo przeniesiono do jego matki, a więc babci dzieci.

Jednak te nie mogły tam pozostać na stałe, co rozpoczęło intensywne poszukiwania bezpiecznego domu dla nich. Informacje takie przekazała Sylwia Walaszek-Banuch, kierowniczka działu pieczy zastępczej Centrum Usług Społecznych w rozmowie z radiem RDN.

Poszukujemy na chwilę obecną rodziny zastępczej dla trojaczków. Dzieci urodziły się w tarnowskim szpitalu. Otrzymaliśmy informację z powiatu, w którym na chwilę obecną się wychowują, że istnieje duże prawdopodobieństwo, że będzie konieczność zabezpieczenia ich u nas na terenie miasta w rodzinie zastępczej. Wyprzedzamy trochę zapytanie z sądu, ponieważ znalezienie rodziny zastępczej dla trójki takich maluchów, a to prawie trzymiesięczne dzieci, będzie na pewno dużym wyzwaniem.

Radio RDN

kierowniczka działu pieczy zastępczej Centrum Usług Społecznych Sylwia Walaszek-Banuch

Dyskusja o losie maluchów była tak szeroka, że post na ten temat na swoich mediach społecznościowych udostępniła Krystyna Janda. Rozmawiano tam o systemie adopcyjnym, a jedna z internautek, która miała być poinformowana o sprawie, zdradziła, co dzieje się z rodzicami trojaczków z Tarnowa.

Uznała, że choć rodzice wyrazili chęć zrzeknięcia się praw rodzicielskich, to jednak psycholog i opieka społeczna nadal pracują z biologicznymi rodzicami, aby ci zaopiekowali się dziećmi, które porzucili.

Kobieta dodała: "Ludzie nie chcą być rodziną zastępczą z biologicznymi rodzicami w tle, którzy w każdej chwili z każdego powodu mogą zabrać dzieci do siebie. Dzieci są w szarej strefie, a rodzice się zastanawiają, czy je chcą, czy ich nie chcą, będąc pod presją urzędników".

Ostatecznie, jak poinformowała Sylwia Walaszek-Banuch w rozmowie z Onetem, poszukiwania zakończyły się sukcesem. Wiktor, Kacper i Oskar znaleźli dom i rodzinę, która zdecydowała się zaopiekować nimi.