
Turystka twierdziła, że złamała sobie kostkę i nie mogła zejść z góry. Wezwała więc ratowników z TOPR, którzy zabrali ją śmigłowcem do szpitala. Całą akcję relacjonowała na TikToku. Komentujący internauci oburzyli się jej zachowaniem. Dlaczego?
TOPR niedawno podsumował bilans minionych wakacji. Ratownicy byli wzywani do aż ponad 40 procent większej liczby poszkodowanych niż przed rokiem.
– W sezonie wakacyjnym, czyli od 22 czerwca do 31 sierpnia, mieliśmy 570 osób poszkodowanych w Tatrach, które potrzebowały pomocy ratowników, w tym 72 to osoby w wieku szkolnym. W tym okresie zdarzyło się pięć wypadków śmiertelnych. Dla porównania w roku poprzednim w tym samym okresie było 359 osób poszkodowanych w Tatrach, w tym 42 w wieku szkolnym. W wakacje 2023 roku cztery osoby w Tatrach zginęły – powiedział PAP ratownik TOPR Andrzej Maciata.
Wezwała śmigłowiec TOPR i relacjonowała całą akcję na TiKToku. "Mamusia chyba złamała nogę i czekam sobie na taksówkę"
Wypadek wypadkowi nierówny i nie wszystkie interwencje były aż tak poważne, jak można się było tego spodziewać. Przykład? Historia relacjonowana na TikToku przez jedną z użytkowniczek.
– Sytuacja wygląda tak: mamusia chyba złamała nogę i czekam sobie na taksówkę. Taksówka zaraz przyleci – powiedziała pani Barbara w filmiku zaadresowanym do rodziny. Po chwili widzimy, że "taksówka" rzeczywiście przeleciała. Chodziło jej rzecz jasna o śmigłowiec TOPR.
Na kolejnym nagraniu widzimy, że to nie było jakieś otwarte złamanie. Kobieta siedzi z wyciągniętą nogą, która nawet zbytnio nie wygląda na spuchniętą, ale nie można wykluczyć, że kontuzja mogła być poważna. Poza tym, skoro ratownicy zareagowali na wezwanie, to znaczy, że powód był wystarczający.
Internautów najbardziej oburzyło jednak jej podejście do całej akcji. Przez cały czas dopisywał jej humor, nie przestawała kręcić filmików i używała przeróżnych porównań bagatelizujących całą sprawę. Oprócz nazywania TOPR "taksówką", to potem mówiła, że jedzie do "darmowego hotelu w Zakopanem", a nie szpitala.
– O, i tu do takiego hotelu jedziemy. Nie wiem, czemu nazywają go szpitalem. Ja przyjechałam do Zakopanego i miałam mieć hotel. Wygodnie jest? A z widokiem? Kurczę, i za darmo. Ja tyle lat składki zdrowotne płacę i jeszcze z tego nic nie miałam. Darmowy hotel w Zakopanem z prywatnym helikopterem – mówi na nagraniu.
Internauci zbulwersowali się rozbawioną turystką. Część jednak uważa, że słusznie zrobiła wzywając TOPR
"Taksówka... tak może powiedzieć tylko ktoś, kto nie zdaje sobie sprawy z tego, jak ciężką pracę wykonuje załoga Sokoła!", "Przeleciała się za darmo helikopterem, to i humorek dopisuje, śmieszne babsko. Pójdzie księżniczka w góry i takie efekty", "Żart, żeby do skręconej kostki wzywać TOPR, a ktoś z powodu braku pomocy może umrzeć...", "Robić sensację, żeby zabłysnąć głupotą", "Nawet szyny nie założyli, przecież ta kobieta kabaret zrobiła" – napisali wściekli internauci.
Inni z kolei przyznawali, że pomimo kontuzji nogi, i tak byli w stanie zejść z góry. "Z pękniętym śródstopiem schodziłam z Tarnicy", "Ze skręconą kostką zeszłam z 1900 m n.p.m., nawet mi do głowy nie przyszło, żeby do takiej sytuacji wzywać TOPR", "Z obrócona rzepka poszedłem 2 kilometry piechotą do szpitala, a tutaj to paranoja", "Ja ze złamanym piszczelem zeszłam, także tego" – twierdzą. Inni z kolei wzięli w obronę panią Barbarę. Bo co też innego mogła, jeśli faktycznie nie mogła chodzić? "Do wszystkich bohaterów, którzy 'mieli skręcona kostkę i sami zeszli'. Pamiętajcie, że są różne stopnie uszkodzenia stawu skokowo-goleniowego włączając uszkodzenia kostne" – czytamy w nielicznych tego typu komentarzach.
Kobieta odpowiada na krytyczne komentarze i zapewniała, że "tu nie dało się nawet stanąć... Próbowałam iść" i że nawet dwa dni po wizycie w szpitalu, dalej porusza się na wózku.
Pozostaje jeszcze pytanie, ile kosztuje akcja ratownicza? "Onet" podaje, że sama praca śmigłowca to ok. 5 tys. zł za godzinę. Do tego dochodzi koszt transportu, środków medycznych itd. W Polsce pokrywane jest to z ubezpieczenia (za granicą często trzeba płacić z własnej kieszeni).
Nasi ratownicy jednak wolą, by akcje były bezpłatne, bo wtedy każdy ma do nich równy dostęp. Poza tym mniej zamożni turyści mogliby nie wzywać pomocy w obawie o jej koszt, co mogłoby się dla nich skończyć tragicznie.
Zobacz także






