Dziewczyna Łukasza Żaka pierwszy raz o wypadku. "Byłam dla nich śmieciem"

Agnieszka Miastowska
15 listopada 2024, 12:56 • 1 minuta czytania
Łukasz Żak to sprawca śmiertelnego wypadku na Trasie Łazienkowskiej. Zginął w nim pan Rafał – mąż i ojciec dwójki dzieci. Życie prawie straciła Paulina K. – młoda kobieta będąca w związku z Łukaszem Żakiem. Po wypadku mężczyzna wraz z kolegami utrudniał pracę ratownikom, bo miał nadzieję, że jeśli Paulina zginie, oskarżą ją o kierowanie autem. Kobieta wybudziła się ze śpiączki i zabrała głos po raz pierwszy w rozmowie z kanałem "Złamane prawo".
Dziewczyna Łukasza Żaka pierwszy raz o wypadku: "byłam dla nich śmieciem" Fot. Facebook/Policja Warszawa Śródmieście
Więcej ciekawych artykułów znajdziesz na stronie głównej

Dziewczyna Łukasza Żaka o wypadku na Trasie Łazienkowskiej

Jak pisaliśmy w TopNewsach, do tragedii doszło w nocy z 14 na 15 września na Trasie Łazienkowskiej na wysokości Torwaru w Warszawie. Samochód, którym kierował Łukasz Żak, z wysoką prędkością uderzył w auto, którym podróżowała czteroosobowa rodzina. Pan Rafał, ojciec dwójki małych dzieci, zmarł na miejscu, a ich mama została bardzo ciężko ranna.


Drugim autem poza Łukaszem Żakiem podróżowali jego koledzy oraz ówczesna dziewczyna Paulina K. Po zderzeniu aut Żak i jego koledzy mieli zostawić na miejscu konającą 22-letnią kobietę z nadzieją, że ta nie przeżyła.

Zaszło podejrzenie, że mogli specjalnie uniemożliwiać jej ratowanie, aby w razie jej śmierci, to jej przypisać prowadzenie samochodu. Łukasz Żak zadzwonił od razu po wypadku do matki swojej partnerki i przekazał, że ta nie żyje.

Teraz Paulina K. pierwszy raz od wypadku skomentowała sprawę publicznie. Rozmowa z nią pojawiła się w serwisie YouTube na kanale Złamane Prawo. Wyznała w niej, jak czuła się od razu po wypadku oraz jak wygląda jej codzienność od czasu tej potwornej nocy.

– Naprawdę, gdy o tym usłyszałam, nie dowierzałam. Dla nich byłam nikim, zwykłym śmieciem, który podróżował samochodem – powiedziała.

Potwierdziła informację o tym, że Żak faktycznie w czasie ucieczki zadzwonił do jej mamy i poinformował, że jej córka nie żyje. – Wskazywał na to mój stan – dodała.

Mówiąc o wypadku, wyznała, że nie do końca pamięta sam jego moment oraz to, co działo się bezpośrednio przed nim. – Nie pamiętam, kto gdzie siedział i z kim wchodziłam do auta – stwierdziła, wyjaśniając, że świadomość odzyskała dopiero po wybudzeniu się ze śpiączki.

– Obudziłam się w wielkim strachu i krzyku. Pielęgniarki nie mogły mnie uspokoić. Związali mnie. Podczas śpiączki miałam ciągle dziwne sny, jakby cały czas odbywała się scena, powiązana z tym wypadkiem – opisała w rozmowie z prowadzącym kanał.

Opisała również, przez co musiała przejść w szpitalu. Była to długa operacja, czeka ją rehabilitacja, ale nie mniej ważną kwestią jest to, jak wypadek wpłynął na jej zdrowie psychiczne.

Kobieta wyznała, że przeszła m.in. siedmiogodzinną operację twarzoczaszki. – Miałam złamane oczodoły i całą szczękę wklęśniętą do tyłu. Oprócz tego krwiak wewnątrzczaszkowy. I czeka mnie jeszcze operacja nosa, plastyka dziąseł – wymieniła. Swój stan psychiczny skomentowała krótko i dosadnie: "Nie mogę zbyt długo czasu przebywać sama, bo mam ataki paniki. Cały czas jest przy mnie mama, rodzina i moje najbliższe przyjaciółki".